Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Tour deszczowy... ale zawodowy:) 8.10.2016

W pobliskich Więcławicach Starych 8 października odbyła się druga edycja Tour de Cracovia, w której uczestniczyło około 400 osób, co i tak należy uznać za spory sukces ze względu na fatalne warunki pogodowe. Organizatorzy - Zbigniew Klęk z WLK Krakus oraz Stowarzyszenie TAK Kraków – zadbali o to, aby w imprezie pojawił się Rafał Majka, ponadto każdy uczestnik otrzymał pakiet startowy, pamiątkową koszulkę, bidon, ciepły posiłek oraz medal.

Udział w imprezie zaznaczyła także nasza Sekcja w ilości 10 osób. Nie trzeba chyba dodawać, że wszyscy wystartowaliśmy w wyścigu głównym, rozgrywanym na 19-kilometrowej pętli.

Panie miały do pokonania dwa okrążenia. Wśród 19-u uczestniczek, bardzo dobre – 9 miejsce uzyskała Justyna Madejska-Janiec, z czasem przejazdu 1 godzina 18 minut.

Panowie rywalizowali na trzech pętlach, z tym, że na trzecie okrążenie należało wjechać przed godziną 13-ą, a więc dokładnie godzinę po starcie. Udało się tego dokonać zaledwie 112 uczestnikom, w tym mnie (czas na mecie 1:42:53 co dało 92 miejsce) oraz Jackowi Kozłowi (50 sekund po mnie = 102 miejsce).

Reszta chłopaków, a więc: Wojtek Partyka, Jarek Skrobisz, Tomek Czekaj, Irek Patyk, Lucjan Gawęda, Jan Bogacz i Grzesiek Orłowski podzielili los prawie 130 kolarzy i zostali „zdjęci” z trasy po drugim okrążeniu.

Szkoda, że pogoda nie dopisała (było bardzo zimno i mokro), bo mogła to być impreza, na której się zostaje do wieczora. Rozmów kuluarowych było wprawdzie wiele, ale i sami organizatorzy skrócili ceremonię zakończenia.

W każdym bądź razie gratulacje należą się wszystkim, bez wyjątku. Dziękujemy!!!

 

 

 

 

Kilometry dla Piotrka 17.09.2016

17 września do Proszowic zjechało aż 630 rowerzystów, aby pojednać się w akcji „Kilometry dla Piotrka”. Każdy, wedle własnych możliwości, zmagał się z dystansem 10, 20 lub 60 km – pracując na wynik łączny 17940 km.

Dzięki tej inicjatywie zorganizowanej przez Komendę Powiatową PSP w Proszowicach, a skierowanej do pasjonatów dwóch kółek i ich rodzin (łączna liczba osób wyniosła z pewnością 998:)), udało się zebrać kwotę ponad 53 tys. zł. Jest nam tym bardziej miło, że mogliśmy jako Sekcja, uczestniczyć w tej wzniosłej akcji, a dzięki jednolitym koszulkom, na pewno byliśmy widoczni na trasie.

Gratulujemy organizatorom, na czele z naszym kolegą - Mariuszem Idzikiem. Brawo, brawo, brawo!!!

ps ...a w drodze powrotnej przystanek Racławice:

 

 

 

Bałtyk-Bieszczady Tour 2016

W dniach 20-26 sierpnia odbyła się IX edycja Ultramaratonu Kolarskiego „Bałtyk-Bieszczady Tour 2016”, rozgrywana w tym roku w dwóch wariantach: „zwykłym” czyli na dystansie 1008 km oraz „tam i z powrotem” na dystansie dwukrotnie dłuższym.

W zawodach mogło wystartować 280 osób, ostatecznie do startu dopuszczono 256 zawodników, wśród nich dwóch reprezentantów Miechowskiej Sekcji Rowerowej.

Wojciech Leś nie ukończył zawodów ze względu na ujawnienie się niewyleczonej kontuzji kolana, ale przejechał rowerem aż 450 km w czasie 18 godzin i 2 minuty. Tym samym podzielił los 29-u innych kolarzy, którzy z jakiegoś powodu zjechali z trasy.

Na trasę powrotną zdecydowało się jedynie 46 śmiałków, a wśród nich drugi z naszych reprezentantów – Jacek Kozioł, który trasę ze Świnoujścia do Ustrzyk ukończył na bardzo wysokim 78 miejscu z czasem przejazdu 53 godziny 15 minut. Niewiele dłużej zajęło mu przejechanie trasy z powrotem, bowiem 54 godziny 48 minut, co dało ostatecznie 15-ą pozycję.

Kolejna edycja Ultramaratonu odbędzie się za dwa lata. Czekamy niecierpliwie, a wszystkim uczestnikom gratulujemy.

 

 

 

 

Rowerem wzdłuż wybrzeża

W dniach 14-18 czerwca 2016 Grzegorz Orłowski i Paweł Pasek przemierzyli rowerami Polskie Wybrzeże Bałtyku ze Świnoujścia na Hel. Trasę ustalono tak, aby  jechać jak najbliżej morza i jeśli to możliwe poruszać się  wyłącznie drogami szutrowymi i gruntowymi, przez co czas jazdy wydłużył się do 5 dni.

„Przejechanie całego Polskiego Wybrzeża Bałtyku było dla mnie świetną przygodą i zostanie na długo w mojej pamięci. Całość w kilometrach wyniosła ok 500 km ze Świnoujścia na Hel.  Na uwagę zasługuje duża  liczba obcokrajowców np. Niemców, Anglików oraz Duńczyków poruszających się na rowerach obładowanych sakwami. Z tego miejsca chciałbym zachęcić wszystkich do uprawiania turystyki rowerowej, jako formy spędzania wolnego czasu” – stwierdza Grzegorz.

P.S.

W przyszłym roku prawdopodobnie odbędzie się kolejna wyprawa – tym razem na Mazury, na podobnych zasadach. Trzymamy kciuki i kibicujemy!!!

 

 

 

 

Włoska przygoda...

W dniach 29 maja – 6 czerwca 2016 we Włoszech odbywał się Brevet Szlakiem Republik Morskich "Giro Delle Repubbliche Marinare" na dystansie 2200 km.

Tą rozgrywaną już po raz trzeci imprezę rowerową z limitem czasu 190 godzin czyli 8 dni, homologowaną przez ACSI (Associazione Centri Sportivi Italiani), należy zakwalifikować do zawodów typu „extreme”. 24 oficjalne punkty kontrolne przygotowane przez Organizatora plus dwa dodatkowe punkty (jeden tzw „secret-point” a drugi „photo-check-point”) to spora liczba jak na taką odległość, dająca najdłuższy odcinek liczący tylko 115 km, nie mniej jednak liczba przewyższeń sięgająca blisko 20 tyś metrów mówi dość sporo o trudności tego przedsięwzięcia.

Na starcie tylko 44 osoby (obsada bardzo międzynarodowa: Włosi, Niemcy, Litwini, Brytyjczyk, Duńczyk, Kanadyjczyk, Amerykanin, Słoweniec i nawet reprezentant RPA), co jeszcze bardziej świadczy o kameralnym charakterze tej imprezy. Ja jako jedyny reprezentant Polski – z numerem startowym 16…

Napiszę od razu, że Zawodów nie ukończyłem, co absolutnie nie oznacza, że czuję się z tego powodu źle. Zupełnie świadomie dojechałem do miejscowości Pesaro (265 km od Wenecji), gdzie zamieniłem środek lokomocji na pociąg. Mój Garmin wskazał mi 2007 przejechanych kilometrów z czasem ruchu 95 godzin i 18 minut. Jaki to był czas brutto to dokładnie nie wiem, ale myślę, że około 170 godzin.

Kilka słów podsumowania:

Zawody przygotowane bardzo dobrze: pakiet startowy, pamiątkowe koszulki, uroczysta kolacja, a na trasie 24 pkt kontrolne. Niestety wszystko w zakresie bardzo okrojonym: a więc brak jedzenia, miejsc do spania i jakiegokolwiek zaplecza. Trasę określiłbym jako bardzo trudną (górską), do czego na pewno przyczynia się też kiepski stan asfaltów i bardzo dużo odcinków przez całkowite pustkowia (nawet po kilkadziesiąt kilometrów). Nie mniej wrażenia widokowe i liczba przeżyć – wszystko to rekompensuje.

Na pewno nie zapomnę sprawcy całego zamieszania – Fulvia Gambaro, któremu dziękuję za każdą kroplę wylanego potu, no i tego, jak bardzo od samego początku miałem jednak "pod górkę" (tak łatwo się nie dałem:)): cztery przebite dętki, awaria pompki, w wyniku czego jechałem prawie 30 km bez powietrza w tylnym kole, zderzenie z wózkiem widłowym(!) i w końcu brak kasy (wziąłem na trasę 400 euro, a to zaledwie kropla w morzu potrzeb)...

Niemniej cieszę się, że przejechałem całość w jednym stroju, na sprzęcie, który mnie nie zawiódł. Nie nabawiłem się też żadnej kontuzji i wydaje mi się, że w ogóle podejmowałem wszelkie decyzje - zwłaszcza te dotyczące spania, bardzo rozsądnie...

Największe słowa podziękowania składam oczywiście Magdzie, która została w Polsce i pomagała mi mentalnie o każdej porze dnia i nocy. Właściwie jechała ze mną cały czas, a jej głos w telefonie, za każdym niemal razem przynosił mi ukojenie i pomagał "trzeźwo" myśleć.

Napiszę jeszcze tylko, że najlepszy czas przejazdu uzyskał Brytyjczyk - Ian To, którego wynik 134 godziny daje do myślenia…

Wszystko w ogóle sprawia wrażenie, jakby trwało miesiąc, a to zaledwie w niespełna osiem dni. Osiem dni mojej wymarzonej włoskiej przygody…

 

 

 

 

Online

Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.

Nadchodzące Wydarzenia

Brak wydarzeń

Kalendarz

loader