Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Bieszczady po raz pierwszy

28 maja po raz pierwszy w Bieszczadach Fundacja Randonneurs Polska, przy dużym udziale Olafa Teleszyńskiego i jego żony zorganizowała brevet na 200 km ze startem i metą w Sanoku. Liczną grupę na tej imprezie kolarskiej stanowili  członkowie Miechowskiej Sekcji Rowerowej w składzie: Wojciech Leś, Tomasz Czekaj, Grzegorz Orłowski, Kamil Orłowski, Łukasz Skwarczyński oraz Wojciech Partyka oraz dobrze nam znany Marcin Chat.

Trasa o długości 205 km z przewyższeniami sięgającymi 2500 m , została poprowadzona przez malownicze zakątki Bieszczad min. Ustrzyki Dolne, Ustrzyki Górne, Wołosate, Polańczyk. Limit czasu wynosił 13,5 h, a linię mety przekroczyli wszyscy uczestnicy brevetu - 26 osób.

"Pogoda jak to w górach była zmienna, obfity deszcz na odcinku blisko 40 km został zrekompensowany przyjemnym słońcem do końca dnia i niemałą opalenizną. Trasa dość wymagająca, bogata w niekończące się podjazdy jednak pokonana bez większych przeszkód. Widoki malowniczych krajobrazów cieszyły oczy uczestników i pozwalały choć na chwilę zapomnieć o czekających ich kolejnych górkach.” relacjonował jeden z uczestników.

Zawody w ocenie uczestników były dobrze przygotowane, miejsce startu/mety było zaopatrzone w owoce, izotoniki, słodycze, jednym słowem  wszystko co potrzebne do długodystansowej jazdy na rowerze. Dodatkowo w miejscowości Bukowiec na uczestników czekał dwudaniowy obiad. Każdy z uczestników brevetu , który zmieścił się w regulaminowym czasie dostawał pamiątkowy medal.

Link do wyników : TUTAJ

 

 

 

 

Z wizytą u Szerszeni 30.04.2016

Po rocznej przerwie spowodowanej innymi startami, z radością powróciłem do Trzebnicy, tym razem w towarzystwie Magdy i Jacka. Jubileuszowa 10. już edycja „Żądła Szerszenia” zgromadziła w dniu 30 kwietnia ponad 900 uczestników i była rozgrywana na dwóch dystansach przy bardzo dobrej, słonecznej z lekkim wiatrem, pogodzie.

Ja z Magdą na dystansie Mega 85, a tak naprawdę 92 km, podeszliśmy do Zawodów bardzo sielankowo uzyskując czas przejazdu 5 godzin 57 minut, co dało nam 448 i 449 miejsce Open. Chodziło w tym oczywiście tylko i wyłącznie o dobrą zabawę i chyba nam się to udało (całą trasę objechałem na młynku, a Magda była zadowolona, że miała cały czas przy sobie miłe towarzystwo).

Jacek, na trasie Giga 150 km, uzyskał czas 4 godziny 29 minut co dało mu 89 miejsce w kategorii Open, a tym samym 25 miejsce w swojej kategorii wiekowej.

Zawody, jak zawsze, były świetnie przygotowane, zwłaszcza asysta motocyklistów podczas przejazdu na start ostry robi niezłe wrażenie. Trasa bardzo malownicza, zmieniona nieco względem ubiegłych lat, ale na lepsze. Oznakowanie wzorcowe. Dostaliśmy za ukończenie trasy bardzo piękne pamiątkowe medale okolicznościowe, w pakiecie startowym – tradycyjnie już: skarpetki(!), a bufet na mecie dosłownie pękał od obfitości.

Słowem: bardzo miło spędzony ostatni dzień kwietnia, nic dodać, nic ująć…

 

 

 

Inauguracja Brevetów 2016

W sobotę 16 kwietnia odfajkowaliśmy z Wojtkiem Lesiem pierwszy w tym sezonie brevet na najkrótszym z możliwych dystansów, czyli 200 km. Na starcie w Pomiechówku, ku uciesze nawet samych organizatorów – Fundacji Randonneurs Polska, stanęły 64 osoby. Pojawiły się oczywiście znane postacie z ubiegłorocznych imprez, ale i tacy, którzy zmierzali się z tym dystansem po raz pierwszy w życiu.

Prognozy dawały nam okno pogodowe bez opadów deszczu dla tego rejonu od 8-ej do 17-ej i tak też dokładnie było: słonecznie, z momentami dość mocnym, wiejącym wiadomo w którą stronę, wiatrem.

Nie mając żadnej taktyki na ten krótki jednak dystans, od startu o godz. 8:00 od razu zacząłem popełniać powolne seppuku podczepiając się pod 10-osobową grupę prowadzoną przez braci Rogóżów i Czarka Urzyczyna… Pierwsze efekty takiego manewru były widoczne już na 1PK w Pułtusku na 52 km (godz. 9:30), gdzie dojechało nas ośmiu. Przyznaję, że przewiozłem się ten odcinek na kole. Od tego momentu zaczęła się jazda praktycznie cały czas pod wiatr (3 metry wystarczają, by zgubić koło i odpaść), tak więc podjąłem konkretniejszą współpracę angażując się coraz częściej do jazdy na przodzie. W efekcie sytuacja zmieniła się diametralnie: drugi PK w Łochowie (107 km) odnotowujemy o godz. 11:08, już jako 6-osobowa grupka, a na kolejnym odcinku do PK3 w miejscowości Nieporęt (167 km) gubimy kolejne dwie osoby i gnamy do mety tylko w czwórkę. Na tę chwilę czułem się bardzo dobrze, ku mojemu zaskoczeniu jednak wymienieni wcześniej panowie… przyspieszyli, pokazując mi tym samym moje miejsce w szeregu. Był to dokładnie 180 km, kiedy  plecy moich kompanów zaczęły się oddalać i zniknęły po zaledwie kilku minutach. I to jest właśnie piękno kolarstwa w swej najczystszej postaci… - „Dzięki chłopaki za wspólną jazdę”:).

Mój czas przejazdu netto 5 godzin 59 minut daje do myślenia, ale jednak najbardziej cieszę się z tego, że w sumie odpoczywałem na trasie tylko 21 minut. Wojtek ukończył zawody dokładnie godzinę po mnie.

Sama trasa bardzo ciekawie poprowadzona, dużo lepsza krajobrazowo, niż ta z ubiegłego roku. Zaplecze organizacyjne, jak zawsze – znakomite, zarówno na starcie, mecie, jak i na 107 km (bardzo mi smakowały bułki z żółtym serem i sałatą, a pączki na mecie wyśmienite). Żałuję tylko, że nie mogliśmy przyjechać w piątek (była możliwość darmowego noclegu) i tacy styrani po nocnej jeździe samochodem od razu właściwie wsiedliśmy na rowery. Ale to szczegół…

Dodam jeszcze na koniec, że zawody objechałem na oponach w rozmiarze 25 i jestem z nich bardzo zadowolony ze względu na lepsze tłumienie drgań (tak mi się przynajmniej wydaje:)).

 

 

 

Majkowy Tour z Niewiadomą 10.10.2015

Każdy wypad na rower jest dobry, a tym bardziej jeśli w ramach tego wypadu istnieje szansa na spotkanie z Rafałem Majką, który objął patronat honorowy nad odbywającym się 10 października w Więcławicach Starych – organizowanym przez ekipę Zbigniewa Klęka WLKS Krakus oraz Stowarzyszenie TAK Kraków – Tour de Cracovia.

Majka, choć obecny tylko przez chwilę, przyciągnął jak magnes kolarzy chyba z całego regionu, bo na starcie 57-kilometrowego wyścigu stanęło do rywalizacji prawie 400 osób. Nasza Sekcja oczywiście też zaznaczyła swój udział: oprócz mnie obecni byli - Jacek Kozioł, Kuba Lewiński, Wojtek Partyka i Tomek Czekaj.

Mój czas przejazdu – złoty czterdzieści – dał mi 93 miejsce open (Jacek był 117, Kuba 128, Wojtek 191, a Tomek 218), ale cały ten wyścig w mojej ocenie był jedynie dodatkiem do fantastycznej imprezy kolarskiej zorganizowanej jako zakończenie sezonu, bez opłat startowych i trzeba to podkreślić - w fantastycznym miejscu. Ławeczki, parasole, bigos, kawa, dość pokaźny pakiet startowy, pamiątkowe koszulki oraz medale za udział, koncert Trebunich Tutków, pokazy trialowe – no wypadałoby się zapytać: czego chcieć więcej?

Jakby tego wszystkiego było mało, dosłownie na deser pojawiła się Kasia Niewiadoma, która chętnie pozowała do zdjęć i wdawała się w liczne dyskusje niekoniecznie kolarskie. Kuba załapał się na wspólną focię, mnie pozostał uścisk dłoni:)

No pięknie Pan to wszystko przygotował, Panie Zbyszku…

 

 

 

Dawid i Goliat, czyli niedokończona siedemsetka 26/27.09.2015

26 września o godz. 8:00 rozpoczął się ultramaraton kolarski na dystansie 700 km z limitem czasu 50 godzin - „Tour de Pomorze”, zorganizowany przez klub kolarski Uznam ze Świnoujścia. Impreza bardzo solidnie przygotowana, powiedzmy taka ulepszona kopia zeszłorocznego bb-touru, na starcie 74 uczestników. Trasa poprowadzona dookoła województwa zachodniopomorskiego, bardzo ciekawa krajobrazowo. Ja zadeklarowałem swój udział w kategorii solo.

Jechało mi się bardzo dobrze, dość energicznie  więc łykałem poszczególne kilometry. Pogoda super, momentami z wiatrem, momentami pod wiatr. W nocy, jak na tę porę roku, temperatura znacznie się obniżyła, ale raczej było to wszystko do zniesienia.

Punktualnie o 4-ej nad ranem 27 września zakończyłem jednak udział w TdP rozpoczynając tym samym swój własny prywatny maraton, na poboczu drogi z Barlinka do Lipian. Tym razem to Goliat zmiażdżył Dawida… Tak, tak. W konfrontacji z samochodem jesteśmy bez szans. Niby zawsze o tym wiedziałem, ale wiedzieć, a poczuć to na własnej skórze – to dwa zupełnie różne doznania… Mój garmin zatrzymał się na 456,7 km wskazując czas ruchu 16 godzin 44 minuty, czas postoju 2:19. Kierowca uciekł. Tyle w tym temacie…

 

 

 

Online

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Nadchodzące Wydarzenia

Brak wydarzeń

Kalendarz

loader